Pod warstwami masek, ról, blokad i wszelkich innych mechanizmów obronnych jest energia zrodzona z miłości tworzenia. Zatem poczucie miłości do siebie jest proste, jednak w warunkach tych wszystkich obwarowań, wcale się takie nie wydaje…
Jeśli jesteś jeszcze w miejscu, gdzie iluzja dominuje, nie oczekuj od siebie niemożliwego, tylko krok po kroku zmierzaj ku sobie (tj. do wewnątrz, porzucając dominujący wpływ tego, co na zewnątrz).
Skąd wiadomo, że jesteś w takim miejscu?
- masz w sobie jeszcze dużo lęku, to oznaka bycia bardzo w umyśle, utożsamiania się z istnieniem na jego poziomie, połączona najczęściej z nadmiernym myśleniem, analizowaniem, przytłoczeniem, depresją i innymi aspektami jego oprogramowania,
- z łatwością oceniasz innych (być może dominującym kłopotem jest nadmierna duma, która nie pozwoli Ci awansować, dopóki nie zostanie zrównoważona o pokorę)
- nigdy nic nie uwalniał*ś (wysoce mało prawdopodobne jest, żeby nic nie było do korekty na poziomie podświadomych mechanizmów)
- twoje przekonania trzymają cię przy starych schematach (mentalne bariery blokują rozwój)
- trudno ci w pełni uwierzyć w siebie, w swoją moc i poczuć do siebie szacunek i miłość (odłączenie od siebie na głębszym poziomie, charakteryzuje się brakiem zaufania i zazwyczaj blokadą na poziomie serca).
Wszystkie nakładki, blokady mentalne i emocjonalne czekają tylko na dzień, w którym będziesz gotów je sobie zdjąć. Niezależnie jakie kroki w rozwoju podejmiesz i jaką drogę do tego wybierzesz. Wszystkie z czasem powinny zaprowadzić Cię właśnie do tego miejsca.
Jeśli jednak lata mijają, a wciąż efektów brak to znaczy, że środki które zostały podjęte były niewystarczające. Umysł być może nie dopuścił tego, co mogło tę zmianę przynieść, półśrodki miały za zadanie dać chwilowe złudzenie poprawy. Nie lekceważ potęgi podświadomych wzorców, które mogą sabotować wysiłek podejmowany świadomie.
Zawsze zmiana zaczyna się od decyzji, to ona jest szansą na inne, nowe, lepsze, bardziej autentyczne, zgodne z Twoją naturą. Potem konsekwentne utrzymanie swego postanowienia i działanie w tym kierunku bywa wyzwaniem. Wymaga wysiłku, by proces miał szansę w pełni się domknąć w rytmie swojego cyklu. Można to porównać metaforycznie do ściągania z siebie maski. To nigdy nie jest miłe, lekkie i przyjemne, ale daje poczucie ulgi i wolności.
Gdy poczujesz, że przełamujesz w sobie stare, na rzecz gotowości na nowe, zapraszam na bezpłatną konsultację, by ustalić dla Ciebie najlepsze rozwiązanie na początek nowej drogi wgłąb siebie.
I pamiętaj, że transformacja to proces, a nie sprint.